Bagietka z zakalcem: Ze Sławomirem na wyborczej wędce

2 kwietnia 2018, 12:37, Rober Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Zaproszenie do Gorzowa w charakterze gwiazdy tegorocznego Koniec Lata Party, autora i wykonawcy utworu „Miłość w Zakopanem”, to poza dyskusją wyborcza kiełbasa, ale krytykowanie prezydenta za zaspokajanie niezbyt wyszukanych gustów mieszkańców, byłoby błędem.

Kto przyciągnie na imprezę większą publiczność, która w roku wyborczym jest nie do przecenienia, Krystyna Prońko, Adam Bałdych czy Michał Kwiatkowski? A może plenerowy koncert Filharmonii Gorzowskiej? Nic z tych rzeczy. Ten właśnie wykonawca i tuż przed wyborami, to nie przypadek. O propagandzie politycznej nad Wartą napisano już wiele. Pożytki z jej stosowania na imprezach dla mieszkańców, są bezdyskusyjne, choć same imprezy, dyskusję wywołują zawsze. Ta gałąź twórczo rozwinięta została za prezydentury Jacka Wójcickiego, ale urokowi tej formy „urabiania wyborców”, ulegał również jego poprzednik.

W tym szaleństwie jest metoda. Szefowie Jazz Clubu Pod Filarami, teatru i filharmonii, lokalni animatorzy kultury i bardziej rozgarnięci radni, mogą mówić o konieczności promocji artystów pochodzących z Gorzowa, ale tak naprawdę, do większości bardziej przemawiają gusta prezydenta, który w mieście słynącym niegdyś z reggae, postanowił promować disco polo. Sławomir to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli gatunku. Zaproszenie go na Dni Gorzowa to PR-owsko genialny pomysł, choć nijak się on ma do promocji tzw. kultury wysokiej. Pozbawiona wizji i rozmachu prezydentura Wójcickiego, potrzebuje takiej szmiry i kultury przez małe „k”, a także koszulki z serduszkiem i napisem „#StądJestem”

Warto skończyć z hipokryzją: ludzie uwielbiają disco polo. Owszem, krytycy prezydenta Gorzowa biją na alarm, że to obciach i siara, przerost formy nad treścią, i choć mają sporo racji, aż się prosi by nonsens tej krytyki i jej hipokryzję, obnażyć i wyciągnąć na wierzch. Żeby być uczciwym. Przy całej przaśności prezydenckich pomysłów oraz jego zamiłowania do miejsko-wiejskich „potupańców”, nawet w połowie nie wszedł jeszcze w buty, które nosił Jędrzejczak. Prawda wyparowała więc w kotle z werbalną miksturą, która służy raz to jako lustro – by niczym w kałuży ujrzeć tam gorsze oblicze Wójcickiego, a lepsze siebie, a innym razem – jako płyn do oblewania go tym, co w rękach jego adwersarzy od miesięcy jest doskonałą bronią: pomyjami.

W przeszłości było i śmieszniej, i gorzej i znacznie drożej, a już na pewno nie dla wszystkich, lecz tylko wybranych. Działania poprzednika, o czym zdają się zapominać jego przeciwnicy, psują czystość narracji o rozrzutności Wójcickiego, a umiarze innych. Nikt już chyba nie pamięta, że 11 lat temu miasto wydało prawie milion z budżetu tylko po to, by w hali targowej za bagatela 60 złotych od głowy, trzy tysiące osób mogło wysłuchać kontrowersyjnego „Habitatu” Piotra Rubika. „Dzięki temu utworowi przejdziemy do historii, a o mieście zrobi się głośno w całym kraju” – mówił wówczas prezydent Jędrzejczak, którego słowa łatwo dzisiaj skonfrontować z rzeczywistością. Nie inaczej, a właściwie jeszcze gorzej, było z koncertem światowej gwiazdy hip-hopu „50 Centa”, który miał wystąpić w 2008 roku na gorzowskim stadionie, a ówczesne władze podpisały nawet stosowną umowę i wpłaciły pieniądze. Wszystko skończyło się skandalem, stratą pieniędzy i dodatkowymi kosztami sądowymi po stronie mieszkańców.

„Czuję się dobrze, dobrze też wyglądam. Jestem ciachem, wiem to” – skonstatował w jednym z telewizyjnych wywiadów Sławomir, co świadczy o dużej samoocenie i jeszcze większej pewności siebie. Być może, właśnie Sławomir i jego obciach, są tym, czego gorzowianie potrzebują najbardziej, bo Jacek Wójcicki to taki „rycerz”, który wie, czego potrzebują wyborcy: królowie i królowe nocy.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!