Dostał zawału serca w drzwiach portierni MZK [film]

13 marca 2018, 14:10, ak
źródło: MZK Gorzów
O wielkim szczęściu w nieszczęściu może mówić pan Adam, pracownik Miejskiego Zakładu Komunikacji w Gorzowie, który po zakończeniu pracy dostał zawału serca. Życie mężczyzny, uratował kolega z pracy, który przystąpił do reanimacji aż do momentu przyjazdu karetki pogotowia.

W poniedziałek informowaliśmy o pracowniku Miejskiego Zakładu Komunikacji w Gorzowie, który uratował życie swojego kolegi. Wszystko działo się we wtorek 6 marca, przed godz. 15 na terenie MZK przy ul. Kostrzyńskiej.

Portal gorzowianin.com dotarł do nagrania z monitoringu dzięki uprzejmości MZK. Na filmie widać, jak o godz. 14.51 pan Adam, pracownik magazynu po skończonej pracy idzie do portierni oddać klucze. Po około minucie otwierają się drzwi, a mężczyzna w wyniku zawału serca traci przytomność i upada na ziemię

Osoba będąca na portierni jest wystraszona i biegnie po pomoc do pana Lecha Cebuli, pracownika do spraw kontroli przewozów, który siedział w tym czasie w swoim biurze. Pan Leszek od razu wstał zza biura i pobiegł pomóc.

- Nie zawahałem się ani chwili i od razu przystąpiłem do udzielenia pomocy. Zadzwoniłem pod numer 112 i przystąpiłem do reanimacji Adama. W resuscytacji krążeniowo-oddechowej pomagała mi jeszcze pani z ochrony. Reanimacja trwała kilkanaście minut, aż do momentu przyjazdu pogotowia. Według opinii lekarza tylko dzięki natychmiastowej reanimacji udało się uratować życie naszego kolegi – opowiada Lech Cebula, pracownik MZK, który reanimował mężczyznę, który dostał zawału serca i stracił przytomność.

Karetka pogotowia przyjechała na miejsce dokładnie 12 minutach od zgłoszenia. Jak podkreślają ratownicy medyczni, pierwsze 4 minuty odgrywają decydującą rolę, jeżeli chodzi o możliwości przeżycia pacjenta po zatrzymaniu krążenia. Dlatego tak ważne było natychmiastowe przystąpienie do reanimacji pana Adama.

- Nie wyobrażam sobie, abym mógł postąpić inaczej. Dlatego też nie czuję się w żaden sposób bohaterem, dla mnie to jest normalne, że przystąpiłem do reanimacji kolegi. Jeszcze do mnie to nie dociera, że dzięki mnie Adam żyje. Wczoraj pojawił się u nas w pracy, bo wyszedł ze szpitala i czuje się już lepiej, chociaż czeka go jeszcze długa rehabilitacja. Przyznał, że nic nie pamięta jeżeli chodzi o drogę z magazynu na portiernię oraz sam moment, kiedy stracił przytomność. Pamięta tylko jak obudził się w szpitalu. Oczywiście podziękował mi za pomoc, a jego żona napisała nawet oficjalny list z podziękowaniami – komentuje Lech Cebula.

To nie pierwszy raz, kiedy pan Lech uratował komuś życie. Blisko 10 lat, kiedy pan Lech Cebula był jeszcze motorniczym, zauważył na przystanku leżącą nieprzytomną osobę. Nie zawahał się ani chwili i zatrzymał tramwaj, przystępując do reanimacji mężczyzny. W tym przypadku reanimacja zakończyła się również powodzeniem.

- To wszystko dzięki szkoleniom z pierwszej pomocy dla pracowników, które od kilku lat odbywają są w naszej firmie. Szkolenia te prowadzone są przez wykwalifikowanego czynnego ratownika medycznego i składają się zarówno z części teoretycznej jak i praktycznej. Jak widać, takie szkolenia przydają się w życiu codziennym i przyczyniają się do ratowania ludzkiego życia. Jesteśmy bardzo dumni, że mamy takiego pracownika jak pan Lech Cebula – podkreśla Marcin Pejski, rzecznik prasowy Miejskiego Zakładu Komunikacji w Gorzowie.

Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!