Nadwarciański pan, ukraiński cham

21 lutego 2018, 21:08, Robert Bagiński
Wydawało się, że to nie nastąpi tak szybko. Pośród bezkresu zalewanych przez Wartę i Noteć pól, lokalną przestrzeń publiczną, zalała fala antyukraińskiego hejtu. Wszystko za sprawą wpisu, na fanpage'u udającym portal.

Autor „strony” zarzucił właścicielom ukraińskiego sklepu, że kolorystyką loga i nazwy, promują tzw. banderyzm, i napisał, co im wolno w Gorzowie, a czego robić nie powinni. Natomiast swój pseudoportal określił tym, który „ma łączyć”. Smutne, to gdy nad gorzowskim podwórkiem, dostrzec można niebezpieczne chmury, które niektórych mobilizują do budzenia nad Wartą dawno tu niewidzianych demonów nacjonalizmu. Inaczej mówiąc, jeśli ktoś nie wie, jak przed wojną Polacy postępowali z Żydami, to może sobie to sobie wyobrazić na przykładzie stosunku do Ukraińców.

Fakty są takie, że autorów podobnych akcji należałoby obczepić woreczkami z naftaliną i ukryć gdzieś w nadwarciańskim Spichlerzu. Najpierw jednak przebadać na obecność ewentualnych zaburzeń, gdyż nikt przy zdrowych zmysłach nie formułuje tezy, że nazwa sklepu i jego barwy, to świadoma promocja ukraińskich nacjonalistów. Zadziwia krótkowzroczność podobnych gestów, ale „usprawiedliwia” ją cynizm i koniunkturalizm autora antyukraińskiej batalii.

W efekcie tej akcji coraz większa, bo idąca już w tysiące, grupa Ukraińców, ma prawo czuć się obco. A przecież powinno być odwrotnie, bo niczego gorzowianom nie odbierają, ale sporo z siebie i dla miasta dają. Jeśli przyjąć, że blisko 54 procent środków zarobionych przez Ukraińców w Gorzowie, pozostawiają oni w mieście, a firmy odprowadzają za nich podatki zasilające lokalny budżet, to inicjowanie gestów wrogości przeciw gościom ze Wschodu, jest nie tylko głupie, ale wręcz irracjonalne. Warto do tego dodać dochody mieszkańców z wynajmu mieszkań, a także świadczenia różnorakich usług. Wielu gorzowian szuka szczęścia w Anglii, Irlandii, Danii czy Szwecji, a Ukraińcy szukają go u nas, ratując zresztą miasto przed zapaścią. Otrzymują wynagrodzenie znacznie niższe, ale i tak bardziej się to opłaca Polsce i Gorzowowi, niż Ukrainie.

Niestety antyukraiński hejt ma się doskonale, co widać na portalach społecznościowych, a pomroczność jasna chorych z zawiści, choć sami mieli emigracyjny epizod, spycha polską gościnność na margines, by na cokole ustawić prowincjonalny nacjonalizm. W takich sytuacjach trzeba bić na alarm i nie udawać, że nic się nie stało. Błąd popełniają również ci, którzy milczą, udając, że Ukraińców w Gorzowie nie ma i nie trzeba w ich stronę wykonywać przyjaznych gestów. To cyniczna i niebezpieczna gra, na której mogą sobie wybić polityczne zęby.

Reasumując: idea uczynienia z jedynego w mieście sklepu z żywnością ukraińską „bastionu banderystów”, podszyta jest polityką i obliczona na tanią propagandę. Wywołana dyskusja pokazuje, że szerokim łukiem, należy omijać nie sklep, lecz śmiesznego inicjatora akcji. Jak mawiał Platon, „truteń”, to człek mający mało pieniędzy i dużo czasu. Szkoda tylko, że wielu uczestników publicznych dyskusji, narrację tego „trutnia” podchwyciło. Biegunka antyukraińskich komentarzy była na tyle duża, że i inicjator wycofał się na tyły, kontynuując dyskusję, ale już tylko fikcyjnymi kontami.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!