Bagietka z zakalcem: Największymi krytykami Gorzowa są... gorzowianie

9 lutego 2018, 21:36, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Z analizy wywiadów lokalnych polityków, a także publicznych tekstów, od gazetowych, przez portale internetowe i fora społecznościowe, a na sesjach Rady Miejskiej kończąc, wyłania się obraz miasta nad Wartą, który w przeważającej części jest negatywny.

Nie od dziś wiadomo, że gorzowianie postrzegani są na zewnątrz jako straszni maruderzy. Potocznie, trochę pejoratywnie, z przymrużeniem oka, także ironicznie – po prostu, sami zapracowaliśmy na taki wizerunek. Opisując naszą „małą Ojczyznę”, gorzowianie – ci zwykli, ale też ci zaangażowani, nie wyłączając z tego mnie samego – częściej artykułują porażki, deficyty i wady, niż opowiadają o tym, co jest dobre, ma charakter atutu i mogłoby budować pozytywny wizerunek. Ta nasza gorzowska przypadłość, co nie jest charakterystyczne dla zielonogórzan, jest bardzo demokratyczna – nie jest uzależniona od poziomu zamożności, wykształcenia czy nawet orientacji politycznej. „Największymi krytykami Gorzowa są sami gorzowianie” – skonstatował kilka lat temu eksprezydent Tadeusz Jędrzejczak, ale dzisiaj podpisałby się pod tymi słowami, także prezydent Jacek Wójcicki.


Można by sparafrazować profesora Bartoszewskiego, że Gorzowowi nie zagraża nic z zewnątrz, ale sami gorzowianie. Sami sobie obrzydziliśmy miasto: politycy dziennikarzom, dziennikarze mieszkańcom, a mieszkańcy w wirtualnych dyskusjach, całej reszcie. Często są to opinie, które łączą umysłowość bramowego żula, z pretensjonalnym stylem niektórych radnych i dziennikarzy. Inna sprawa, że w oczy z dużą krzykliwością rzuca się najczęściej to, co jest prymitywne. Opinie stonowane, subtelne, mądre i wyważone, pochylające się nad faktami, nie ogniskują aż tak dużej uwagi. Przykład pierwszy z brzegu. „W Gorzowie bez układu ani rusz” – pisał w 2011 roku kontrowersyjny dziennikarz regionalnego dziennika, dziś nie bez wsparcia tychże układów chcący zostać dyrektorem biblioteki, za nic jednak mając fakt, iż takie tytuły nie są niewinne. Dla inwestorów to sygnał do poważnej ostrożności, a dla miasta stygmatyzacja na lata.


A opinia o włodarzu miasta ? Bądź co bądź jego twarzy. Może prezydent Wójcicki nie jest wcale taki zły, ale po prostu inny, niż jego poprzednicy. Że nie ma wizji miasta na dekady do przodu ? A który młody człowiek ją dzisiaj ma ? Krytykując go, zapominamy często, że jest taki, jak jego pokolenie. Robi wszystko inaczej, na co innego kładzie nacisk i akcenty. Na myśl przychodzi głośny esej filozofa Isaiaha Berlina. W wielkim skrócie podzielił on ludzi na „lisy” i „jeże”. Ci pierwsi, jak Wójcicki, to ludzie zajmujący się wieloma drobniejszymi sprawami, lecz nieumiejący skupić się kompetentnie na jednej sprawie. Typami „jeża”, byli eksprezydenci Woźniak oraz Jędrzejczak, zdeterminowani i skupieni na celu, który wcześniej obrali.


Owszem, zatroskanie o wizerunek miasta, nie może stanowić terenu autocenzury, na którym w imię dobrych intencji, będzie się przemilczało ewidentne wpadki i błędy. Polityczna poprawność jest przereklamowana, a krytyka nie zawsze jest szarganiem dobrego imienia miasta, kalaniem tego „gniazda” i tak dalej. Starając się rozwikłać dylemat, czy i kiedy krytykować, warto się zastanowić, jaki to ma przynieść skutek, i jakie są intencje. W najbliższych miesiącach nie będzie to proste, bo do głosu dochodzić będą głównie ci, których jesienią zobaczymy na wyborczych listach, chociaż dzisiaj oni się od tego odżegnują. Gorzów jest miastem szalenie interesującym, nawet jeśli młodzi uważają inaczej, i chcąc skończyć dobre studia lub robić karierę, wyjeżdżają z niego do Poznania, Wrocławia, Szczecina, a nawet Zielonej Góry.


Krytyka świetnie odnowionego „Kwadratu”, bo wycięto kilka drzew więcej, jest tak samo konstruktywna, jak zablokowanie przez średnio rozgarniętych ekologów, remontu ulicy Kostrzyńskiej. Mówienie o automarginalizacji Gorzowa jest bolesne, ale w tym problemie można szukać okazji, choć większość szuka jedynie argumentu do przywalenia Wójcickiemu. Miasto się rozwija, inaczej niż sobie to wyobrażaliśmy, konfrontując to z okresem sprzed Wójcickiego, ale może to jest właściwa droga. Kiedy Jędrzejczak przenosił targowisko znad Warty, by wybudować bulwary, okrzyknięto go mordercą handlu. Wcześniej został „budowniczym własnego pomnika”, budując „Słowiankę”, później Filharmonię Gorzowską i stadion żużlowy. Sami krytykowaliśmy to, bez czego dzisiaj Gorzów byłby dziurą. Może jednak tego nie wiem, prezydent Wójcicki ma jakąś wizję – taką „lisią” i powierzchowną, ale na te czasy i na takich ludzi. Jak nie zaczniemy szanować samych siebie i tego, czym powinniśmy się chwalić, to nikt nas nie uszanuje, a o chwaleniu nawet nie myślmy.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!