Bagietka z zakalcem: Ukraińcy w Gorzowie, to nie problem. To szansa !

14 stycznia 2018, 22:13, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Liczni w naszym mieście Ukraińcy, to nie problem, ale doskonała okazja. Mimo tego, dla władz Gorzowa, i tak zwanych „elit”, co najwyżej etniczna ciekawostka. To, że ze starzejącego się w niespotykanym tempie Gorzowa, duże fabryki jeszcze się nie wyniosły, jest zasługą tych blisko pięciu tysięcy pracowników ze Wschodu.

Jeszcze trzy lata temu media emocjonowały się uruchomieniem w TPV specjalnej linii produkcyjnej dla Ukraińców. Dzisiaj są oni naturalnym „elementem” nadwarciańskiego krajobrazu, ale nie wiedzieć dlaczego, nie współuczestnikiem gorzowskiej społeczności. O tym, że Gorzów i okolice, są atrakcyjne dla Ukraińców, świadczy nie tylko fakt podejmowania tu przez nich pracy zarobkowej, na stanowiskach niewymagających kwalifikacji. Coraz częściej, do Gorzowa przyjeżdżają osoby z wyższym wykształceniem, podejmując pracę w handlu, usługach, a także w biurach firm, mających swoje lokalizacje w K-SSSE.


Ze świeczką jednak szukać w Ratuszu urzędników, których tak duża grupa Ukraińców interesuje, którzy mieliby jakąś diagnozę sytuacji, pomysł na to, by zachęcić ich do osiedlenia się tutaj, lub chociażby zaangażowania w życie społeczne i kulturalne. Do tego ostatniego, mogliby wnieść bardzo wiele, czego najlepszym przykładem jest Chór Sotiria. Można odnieść wrażenie, że wśród rajców, urzędników i polityków, a także tych, którzy uważają się za lokalnych wizjonerów, kwestia Ukraińców nie istnieje w ogóle. Kilka tysięcy ludzi, traktowanych jest tutaj jedynie jako tania siła robocza dla lokalnych przedsiębiorców, albo nawet gorzej – jak uchodźcy. Wiele rzeczy zależy od uregulowań prawnych na szczeblu krajowym, ale jest też pole do popisu dla samorządu. Prób podjęcia przez ukraińskie samorządy współpracy z gorzowski Ratuszem było kilka, ale wszystkie pozostały bez odpowiedzi. Chyba jedyną instytucją, która jest na pierwszej linii frontu, jest Cerkiew Prawosławna.


Wypłukane z pomysłów „elity”, nie potrafią nawiązać z nimi kontaktu, a tym bardziej, czegokolwiek zaoferować. To było jakiś czas temu, a samo kolegium prezydenckie, przebiegało jak każde inne. Padł temat mieszkających w Gorzowie Ukraińców, na co prezydent Wójcicki zareagował z entuzjazmem i szeregiem wyrzucanych z siebie pomysłów: szkoła, przedszkole, Dom Ukraińców, wspólne imprezy i kilka innych. Jakież było jego zdziwienie, gdy otoczenie szybko sprowadziło go na ziemię. „A po co nam oni tutaj, oni nas nie lubią?” – to Skarbniczka. „Nic nie róbmy, to sprawa Ministerstwa Spraw Zagranicznych” – dorzucił były już wiceprezydent. „Oni zabierają pracę i zaniżają wynagrodzenia naszym” – to już głos dyrektora wydziału. To kolejny dowód i potwierdzenie, że problemem miasta nie jest sam prezydent, ale jego otoczenie, które sam sobie dobrał.


Dzisiaj miasta, które się rozwijają, to te, gdzie przybywa mieszkańców, a w Gorzowie ich tylko regularnie ubywa. Dość przypomnieć, że co roku zmniejsza się tu liczba osób w wieku produkcyjnym, a to stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie w przyszłości przemysłu. Okazując Ukraińcom zwykłą administracyjną życzliwość i zainteresowanie ich problemami, możemy zyskać jako miasto. Chodzi o branżę deweloperską, nieliczne restauracje, wynajem mieszkań, a na zwykłej codziennej konsumpcji kończąc. Będą tu przyjeżdżać i osiedlać się, jeśli będą się czuli dobrze. Stanie się tak, jeśli będą mogli, jak wszyscy inni, korzystać z miasta w taki sam sposób. To nie wymaga wiele, wystarczy więcej informacji, a przede wszystkim, powołania osoby, która by się tą kwestią zajmowała na bieżąco. Da to więcej efektów, niż kolejne „wspólne promocje Gospodarcze Gorzowa i okolicznych gmin”, czy brak aktywności Miejskiego Rzecznika Przedsiębiorcy, który zniknął jak kamfora.


A przecież, można by było, chociaż spróbować nawiązać z mieszkającymi w Gorzowie Ukraińcami dialog. Posłuchać o ich problemach, bolączkach i spostrzeżeniach, by mogli wyrazić swoje zdanie o naszym mieście, i o nas samych. Modne nad Wartą konsultacje społeczne odbywają się ze wszystkimi i na każdy temat, ale zapomniano chyba o dużej grupie osób, która zaczyna ważyć coraz więcej. Dlaczego ? Powiedzmy to sobie wprost: to, że ze starzejącego się w tempie niespotykanym w innych miastach Gorzowa, duże fabryki jeszcze się stąd nie wyniosły, jest zasługą tych blisko pięciu tysięcy pracowników ze Wschodu. Bez nich, a co za tym dalej idzie, bez rąk do pracy, znajdą inne lokalizacje, a Gorzów wróci do stanu z lat dziewięćdziesiątych, gdy padały lub wygaszały swoją działalność: Ursus, Silwana, Stolbud, Stilon czy WPRP. Można oczywiście dalej opowiadać bajki o pozyskaniu do miasta firm innowacyjnych i z segmentu nowoczesnych technologii, ale to zwykłe gadanie.


Te sprawy, to również wyzwanie dla Sejmiku wojewódzkiego i osobiście marszałek Elżbiety Polak, by kwestią wielkiej imigracji ze Wschodu, zająć się w skali całego regionu i na poważnie. Pierwsze kroki zostały uczynione, próba uruchomienia regularnych połączeń Babimost – Lwów, ale temat umarł śmiercią naturalną, mimo iż fachowcy uznali ten kierunek za perspektywiczny.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!