Bagietka z zakalcem: Miłość do zwierząt podszyta cynizmem

30 grudnia 2017, 16:05, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Mam wspaniałego bernardyna, nie chodzę w butach ze skóry, i często wyrażam pogardę dla tych, którzy trzymają psa na łańcuchu. Irytuje mnie jednak orgia ataków, którą politycy bez właściwości, przypuścili na hodowców zwierząt futerkowych.

Dopuszczalne na poziomie politycznego teatru, ale skandaliczne w obszarze faktów. Łatwo o wniosek, że nie chodzi o miłość do zwierząt, ale czystą politykę. Podobnie jak w przypadku zakazu występu cyrków ze zwierzętami, czy prób ograniczania fajerwerków w Noc Sylwestrową.

Zacznijmy od początku. Mam sporo szacunku dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa, ale jeszcze lepiej rozumiem tych, którzy je jedzą. Skoro coraz częstszy w lubuskich lasach wilk, może zjeść sarnę, to niby dlaczego człowiek nie może zabić królika? Szczególnie że sarna upolowana przez wilka, będzie cierpiała mniej, niż ta upolowana przez myśliwego. Tak samo, należy rozumieć tych wszystkich, a jest ich w powiecie gorzowskim sporo, którzy lubią futra. Powiedzmy sobie wprost, że gdyby nie futra, to w naszej strefie klimatycznej, wiele lat temu, przetrwać by było trudno.

Jaki sens ma ewentualny zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce? Dla tych zwierząt, nie ma żadnego. Co innego, gdyby taki zakaz obowiązywał na całym świecie. Przecież norce lub szynszyli, jest całkowicie obojętne, czy będą hodowane nad Wisłą, nad Dunajem, za Bugiem czy wielkim morzem. Istnieje za to duża obawa, że wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, odniesie taki sam skutek, jak w przypadku polityki klimatycznej w Unii Europejskiej. O co chodzi ? O to, że negatywne konsekwencje tej polityki dotykają polskie fabryki, klimat na tym nie korzysta wcale, a szkodliwa dla ekologii produkcja, została przeniesiona do Chin i Afryki.

Inaczej mówiąc, zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, będzie niedźwiedzią przysługą dla przedsiębiorców i zwykłych pracowników, i doskonałym prezentem dla naszych wschodnich sąsiadów. Beneficjentami restrykcji będą hodowcy z Ukrainy, Białorusi, Rosji czy Mołdawii, Rumunii i Bułgarii, ale nie przemiłe norki, szynszyle i lisy. „Lub czasopisma” – znamy to wszyscy afery Rywina, ale podobnych sytuacji, gdy do polskiego prawa implementowano przepisy, korzystne dla określonej grupy biznesowej, było więcej. W tym przypadku nie potrzeba ani złotówki, wystarczy, iż zwierzęta kocha i głośno to artykułuje, prezes Kaczyński. Wtedy miłość do zwierząt, staje się większa niż do ludzi – polskich hodowców i ich rodzin, pracowników, a także samorządów, w których przedsiębiorcy pozostawiają w formie podatków spore pieniądze.

Jest analogia pomiędzy sytuacją hodowców zwierząt futerkowych a mieszkańcami Gorzowa. Obie grupy stały się w ostatnim czasie zakładnikami różnej maści domorosłych ekologów. Za nic mają interes ludzi, ot choćby mieszkańców oczekujących od dekad na remont ulicy Kostrzyńskiej, ale rozpala ich uczucie do mchów, paprotników, no i norek, czy szynszyli właśnie. Pytanie tylko, kto na tym wszystkim zarabia, bo kto straci, wiadomo już dzisiaj. Szkoda tylko, że głosu do dzisiaj, nie zabrał nikt z lubuskich polityków, choć ewentualny zakaz może dotknąć wielu. Wszyscy podniecali się setką byłych pracowników szpitala w Kostrzynie, nikt nie emocjonuje się kilkoma setkami tych, którzy mogą stracić pracę, po wprowadzeniu głupich przepisów. Ot, miłość do zwierząt, podszyta politycznym cynizmem.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!