Przedświąteczne przemyślenia Roberta Bagińskiego

24 grudnia 2017, 12:18, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Potrafię sobie wyobrazić siebie, tam w Betlejem i dzisiaj w Gorzowie. Doszukiwałbym się afery, a moje teksty opatrzone by były hałaśliwymi tytułami. Nie jestem przekonany, że okres świąteczny jest dla większości czasem zadumy, a tym bardziej przemiany. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę ładunek emocji w tym czasie kumulowany, to dla wielu spory wysiłek.

Muszą przemierzyć drogę dłuższą niż z Nazaretu do Betlejem: Kaufland, Biedronka, Lidl, Tesco, i oczywiście galeria handlowa. Często nie jest to droga do „Groty Narodzenia”, ale cierpiętnicza „Via Dolorosa”. Kto by się odważył powiedzieć, że cała ta atmosfera - choć podkreślam, iż jest ważna i warto dla niej żyć - to jednak spora dawka hipokryzji, a także zakłamania. Pod marketami przypomina wiejski festyn, z tą wszakże różnicą, że zamiast wieńca dożynkowego, jest żłóbek z Dzieciątkiem Jezus.

Kochaj bliźniego, jak siebie samego, czy jak u Kanta: postępuj tak, jak byś chciał, aby postępowali wszyscy – głoszą znani duchowi przywódcy, czy filozofowie. Prościutkie, prawda ? To dlaczego takie trudne na poziomie codziennych relacji ? Może dlatego, że forma już dawno wyparła treść. Jak pieniądz – zły, wypiera ten dobry. Przedświąteczny czas to wiara w gadatliwość zwierząt, ale jest mnóstwo dowodów na to, że szykując się do Wigilii i Bożego Narodzenia, to ludzie zamieniają się w zwierzęta.

„Nie pchaj się kur…a, dobrze ? Kolejka jest z tyłu” – elegancko zwrócił uwagę swojemu bliźniemu pan pod Biedronką, na co ten zareagował równie biblijnie, ale trochę pod nosem, obawiając się jego duchowej mocy: „Starczy tego karpia i dla ciebie pedale”. Na parkingu, równie dostojnie i przedświątecznie. „Co ty odpie...sz, odjedż kur…a dalej !” – krzyknął do kogoś facet w czapce Mikołaja i z choinką pod pachą, próbując otworzyć bagażnik.

To zaledwie czubek góry lodowej, to co widzimy i słyszymy. Najcięższe gatunkowo, jest jej niewidoczne podnóże. Plotki rodzinne, by zakryć prawdę o sobie. Typowo polskie złorzeczenie: modlenie się do złotej rybki, nie o wydajność swojej krowy, lecz o to, by zdechła u radzącej sobie kuzynki, zaradnego brata, czy obrotnego szwagra.

Tak więc, kiedy zwierzęta przygotowują się do corocznego gadania, ludzie schodzą na psy. Dosłownie i w przenośni: warczymy na siebie, walczymy o sklepowe łowisko, a nawet potrafimy donośnie zaszczekać i ugryźć. „Wycieraczki może ?” – zagaił do mnie parkingowy przy RTV Euro AGD. Nie potrzebowałem, mam firmowy samochód i wszystko serwisowane. Wystarczyły ręce - przetarłem oczy ze zdumienia i doszło do mnie, że to wszystko bez sensu. Jak na festynie: wybrać najlepszą golonkę, wykiwać gości w kolejce do „Toi Toi” i zmieścić w sobie jak najwięcej alkoholu.

Przy wigilijnym stole, koniecznie znajdzie się wolne miejsce „dla przybysza”, choć w myślach, wszyscy się modlą, by nie był nim sąsiad pijak, albo ten, komu obrobiliśmy ostatnio d..pę, lub zrobiliśmy dostatecznie dużo, by te święta, były dla niego „wyjątkowe”. Istnieje przekonanie, często artykułowane w życzeniach, że Boże Narodzenie, to święto rodzinne. Owszem, wigilijny stół i wszystkie związane z tym dniem tradycje, są tego potwierdzeniem. Zmiany społeczne i kulturowe, znamienne dla dzisiejszych czasów, przyniosły wiele zmian także w przeżywaniu świąt. Nie ma potrzeby, by spędzających święta samotnie, bo tak postanowili, stawiać w jednym szeregu z tymi, którym w życiu nie wyszło.

I jeszcze aspekt religijny, bez którego tych świąt by nie było. Wszystkie znane nam wyobrażenia Boga, stworzyli ludzie, i warto pamiętać, że jeśli On istnieje, to nawet te najdoskonalsze - z Biblii, literatury, sztuki i filozofii, nawet nie zahaczają o sedno sprawy. A wiara ? Wielu, bliższa niż nauka Kościoła, jest konstatacja Stanisława Jerzego Leca, oficjalnie ewangelika, a genealogicznie Żyda, który na pytanie o nią stwierdził: „Czy jestem wierzący ? Bóg jedyny raczy wiedzieć. A może Bóg upatrzył mnie na ateistę?”. Skoro tak, to nie warto przejmować się tymi, którzy „w imię Boga”, z taką łatwością, potępiają tych, którzy chcą żyć inaczej, z kimś innym, gdzie indziej, albo dla innych celów.

Bunt mam we krwi. Rozprawiając się, w kontekście Świąt Bożego narodzenia, z hipokryzją innych, warto zacząć od siebie. „Bagiński znów się mądrzy” – powiedzą zawistnicy, a ja racji odmówić im nie mogę, bo taki już jestem. Wiem, że jeśli pisze się coś ogólnie nieprzyjemnego dla innych, musi to być bolesne dla piszącego. Zwłaszcza wtedy, gdy nie należy on do świętych i niewiniątek.

Więc potrafię sobie wyobrazić siebie, tam w Betlejem i dzisiaj w Gorzowie. Doszukiwałbym się afery, a moje teksty opatrzone by były tytułami: „Gmina żydowska chroniła rozpustną Maryję”, „Józef złamał Prawo, a Maryja ślub przedmałżeńskiej czystości”, „Maryja z Nazaretu zwariowała i twierdzi, że jest dziewicą mimo ciąży”.

Taka moja natura, ale chyba nie tylko moja. To jak w tej bajce o skorpionie, który chciał przejść na drugą stronę rzeki na grzbiecie słonia.

„Nie wezmę cię skorpionie, bo mnie ukąsisz” – odrzekł słoń. „Proszę, obiecuję, że tego nie zrobię, jeśli mnie przeniesiesz” – zapewniał skorpion. Słoń uległ, wziął go na plecy, a gdy byli na środku, skorpion z całą mocą wbił mu swój kolec jadowy, wypowiadając jedynie: „Taka moja natura”. Kocham ludzi, a jeszcze bardziej życie, i jak każdy: zamiast rozmawiać w Wigilię ze zwierzętami, często schodzę „na psy”.

Jak co roku, sporo było tzw. spotkań wigilijnych: partyjnych, urzędowych, firmowych, organizacyjnych i branżowych.

Chyba nie ja jeden tak mam. Jak wyglądałby dzień narodzin Jezusa, gdyby miało to miejsce w Gorzowie ? Dziennikarze wiedzieliby wszystko, zanim za rzecz wziąłby się jakiś Ewangelista. „Prezydent oddał stajnię za bezcen i bez przetargu Józefowi z Arymatei” – ogłosiłaby „Gazeta Lubuska”. „Prezydent nie dba o rodziny. Kobieta urodziła na ulicy” – to już tytuł z „Gazety Wyborczej”. Głos zabrałaby zapewne jakiś polityk opozycji: „Niech szefowa ośrodka pomocy społecznej złoży wyjaśnienia”.

Tyle polityki, która otępia nam wzrok, powoduje, iż głusi jesteśmy na ludzkie odruchy, a słowa przyjaźni wypowiadamy tylko na miejskich opłatkach – oczywiście „bardzo szczerze”. Może więc warto w te święta zastanowić się nad sobą ? Ja zacznę od siebie, ale to samo polecam innym...


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!