Skatowana suczka powoli wraca do zdrowia [film]

9 listopada 2017, 18:02, ak
fot. Anna Kluwak
Sprawa pobitej suczki husky ze Skwierzyny poruszyła wiele osób. Pies przebywa nadal w lecznicy w Gorzowie, po tym jak został skatowany drewnianym kołkiem przez 62-latka. Wiadomo, że zwierzę będzie musiało przejść długą rehabilitację.

Skatowana suczka husky trafiła do przychodni weterynaryjnej DogVet w Gorzowie w czwartek 2 listopada. Pies był w stanie krytycznym, miał dużą dziurę w głowie, do tego obrzęk czoła i zatok oraz silny krwotok. Dzień później przeszedł operację głowy, ponieważ mięśnie na czaszce były zmiażdżone i trzeba było je usunąć. Niestety zwierzę straciło bardzo dużo krwi i potrzebna była transfuzja.

W czwartek 9 listopada odwiedziliśmy suczkę w lecznicy. Widać, że stan suczki jest znacznie lepszy, wrócił jej apetyt oraz jest bardziej kontaktowa.- Pies jest obecnie w stanie stabilnym, jednak nadal jest lekkie zagrożenie życia. Wszystko przez dużą utratę krwi. Na szczęście transfuzja krwi poprawiła jej wyniki. Ponadto psiak przeszedł również tomografię głowy. Na szczęście badania nie wykazały uszkodzeń samej kopuły czaszki, jednak są delikatne zmiany w innych strukturach. Najgorzej wygląda niestety przetoka, z której są ciągłe wycieki wydzieliny. Dren, który wystaje z głowy będzie musiał w niej zostać jeszcze przez jakiś czas – opowiada lek. wet. Anita Mietlicka.

Wiadomo, że pies będzie wymagał bardzo długiej rehabilitacji. Jak podkreśla lekarz weterynarii rokowania dla suczki nie są najgorsze, jednak pozostanie trwały uszczerbek na zdrowiu zwierzęcia oraz będzie miała uraz psychiczny i będzie potrzebna terapia z udziałem behawiorysty.O tym czy pies wróci do właścicielki zdecyduje fundacja Zwierzaki Niczyje. Wiadomo, że kobieta do której należała suczka, nie zabezpieczyła odpowiednio posesji i dlatego zwierzę uciekło.

Mężczyzna, który skatował suczkę drewnianym kołkiem odpowie za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. 62-letni Bronisław W., mieszkaniec Skwierzyny twierdził, że zdenerwował się na psa, ponieważ ten miał od kilku miesięcy zagryzać jego drób. Dlatego też w momencie, kiedy zauważył suczkę z kaczką w pysku, po prostu nie wytrzymał i zaczął bił psa po głowie drewnianym kołkiem. Kiedy pies stracił przytomność, mężczyzna myślał, że ten nie żyje i wywiózł go na drugi koniec Skwierzyny zostawiając go w rowie przy drodze.

Jak udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, w dotarciu do 62-latka pomogła pomogła partnerka mężczyzny. Kobieta przyszła na policję, ponieważ ruszyło ją sumienie. Twierdziła, że nie może przez to wszystko spać po nocach.


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże