Inwestycje. Okręt jeszcze nie tonie, ale są w nim dziury

29 października 2017, 20:05, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Nie ma w Gorzowie tematu bardziej emocjonującego, i groteskowego zarazem, niż kwestia inwestycji. Ten obszar mocno oderwał się od zapowiedzi, a także, oczekiwań ich odbiorców.

Teza, że prezydent Wójcicki nie ma z kim przegrać, staje się coraz mniej aktualna, nawet jeśli na politycznym horyzoncie, nie pojawili się poważni konkurenci. Prezydent przegrywa sam ze sobą, ze swoją administracją, oraz naiwną wiarą, że wśród wspierających go radnych, jest ktokolwiek, kto rozumie miasto. Zaczynamy dryfować w stronę „tumiwisizmu”, bo flagowa i strategiczna dla miasta inwestycja remontu ulicy Kostrzyńskiej, wygląda jak upiorna karykatura dbałości o interes Gorzowa. Gra toczyła się o inwestycję, na którą Gorzów czeka od ponad dwudziestu lat, ale może się jej nie doczekać. Firma BALZOLA, która miała ją realizować, właśnie zrezygnowała z przedsięwzięcia.

Z magistrackich komunikatów nie dowiemy się zbyt wiele. Niekończąca się telenowela z gorzowskimi inwestycjami, staje się domeną tej prezydentury. Dramat i kabaret, nieudolność i buta, mierność i lekkość kadr, totalny brak wizji, kłamstwa i manipulacje jako norma, marne pozory kontrolowania sytuacji. Oto przekaz wprost z magistrackich gabinetów. Ta narracja jest aż nadto czytelna, ale znaczenie kart farbą interesów grup i koterii, nie wyjdzie Gorzowowi na dobre. Warto pewne pytania zadać wprost, bo medialne tłumaczenia prezydenta i miejskiego prawnika Dariusza Sasa, nie brzmią jak oświadczenia urzędników, ale obrońców „układu zamkniętego”. Dziwnym cudem, od trzech lat w gorzowskich przetargach udział biorą firmy, o których nikt przez 20 lat nie słyszał. Milionowe wadium firmy Balzola, która miała realizować remont ulicy Kostrzyńskiej, zostało zwrócone, jeszcze przed rezygnacją firmy z podpisania umowy. Sprawa ma charakter działalności na szkodę miasta, ale radni PiS-u i Gorzów Plus, uznali, że nie ma czego kontrolować. Czarny scenariusz jest taki, że marszałek Elżbieta Polak, zobligowana do tego decyzją ministra rozwoju regionalnego, będzie musiała umowę z miastem wypowiedzieć, a środki z ZIT-u skierować do procedury konkursowej, gdzie starać się o nie będzie mogła każdy z 83 samorządów


Prezydent Wójcicki, umiejętnie stworzył pozory radzenia sobie z inwestycjami, prezentując bałagan jako „wielki front robót”, ale właśnie kończy mu się paliwo, a potencjalni konkurenci, nie zamierzają go wspierać, lecz cynicznie wykorzystują każdą wpadkę. Nie ma komunikacji i promocji, nie istnieje prawda, jest tylko werbalne „wysypisko śmieci”, które zostało stworzone po to, by zakryć nieudolność wiceprezydenta Radzińskiego — ukrytego „kreta” PiS-u we władzach miasta. Tymczasem, w politycznych środowiskach emocje rozgrzewa dylemat: kto wygra wybory, ale mało kto zastanawia się nad tym, co będzie z miastem za 5 lub 10 lat. Gdyby do oceny prezydenta i radnych zastosować, jak to ma miejsce w korporacjach, kluczowe wskaźniki efektywności tzw. KPI (Key Performance Indicators) większość z nich straciłaby pracę w ciągu kilku godzin. Terminy w latach po 2019 są dla Wójcickiego wiążące, ale te dotyczące bieżącego okresu, gdzie wszystko jest opóźniane, uzasadniane są „dynamiką okresu”.

Normalnie porażki traktuje się jako naukę, lecz w Gorzowie jest inaczej. Ulica Kostrzyńska to zaledwie wierzchołek góry lodowej. To, że miasto nie potrafi nadzorować wykonawców z zewnątrz, to jedno, ale doprowadzanie do bankructwa gorzowskich firm, które były podwykonawcami u wykonawcy ulicy Warszawskiej i Walczaka, to drugie. Kilkaset tysięcy strat oraz wiele osób pozbawionych pracy, to bilans nadzoru miasta nad przebiegiem tej inwestycji. Nijak się to ma do faktu powołania Miejskiego Rzecznika Praw Przedsiębiorcy, czy Wydziału Obsługi Inwestorów i Biznesu. Zabawne, że sprawą zajmują się już prawnicy, ale nie mają o niej pojęcia wymienione komórki.

Zakup budynku po „Przemysłówce”, miał służyć centrum usług wspólnych dla oświaty, ale jedyną jego usługą, jest przekształcenie go na potrzeby sakralne. Zakup tego budynku obciąży hipotekę przyszłych władz miasta i na lata uniemożliwi jakiekolwiek inwestycje. Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu, nie jest realizowane, bo poszukiwane są podobno oszczędności. Szkoda, że nie poszukiwano ich, w momencie zakupu wieżowca przy Wełnianym Rynku. Do tego dochodzi porażka ze środkami na remont willi Jaehnego, brak dofinansowania dla szkół muzycznych, czy wreszcie sprawa stadionu przy Olimpijskiej.

„Trzeba się naw...ć, zanim nas wypier...ą”, powiedział Nikoś Dyzma na bankiecie, na który wszedł fortelem i został wzięty za kogoś innego, niż był. Okręt jeszcze nie tonie, ale są w nim dziury, które trudno będzie przez jeden rok załatać. Zwłaszcza że jest to rok wyborczy...


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże