Dlaczego doszło do pożaru katedry?

15 września 2017, 14:55, red
fot.archiwum
Dwanaście, dwadzieścia cztery, a może więcej? Remont gorzowskiej katedry pochłonie grube miliony, a winnego pożaru nie widać. Wygląda na to, że to, co zebrali mieszkańcy i dał rząd, to kropla w morzu potrzeb.

W miniony piątek ogłoszono to, co było już od dawna wiadomo, a w poniedziałek zorganizowano kolejną konferencję prasową na ten sam temat. Wojewoda i biskup dziękowali za pieniądze z rezerwy budżetowej. Okazuje się jednak, że to wszystko mało. Bardzo mało.

Premier Szydło przekazała 3 360 000 złotych, ze zbiórek publicznych, datków osób prywatnych i instytucji diecezja uzbierała milion złotych. Ubezpieczyciel wypłaci 2, góra 3 miliony. Można więc śmiało założyć, że będzie to 7 lub 8 milionów złotych. Do naprawy są organy (1 mln 800 tysięcy złotych), mechanizm zegarowy (400 tysięcy złotych), instalacja elektryczna i przeciwpożarowa (1 mln 500 tysięcy złotych). To dopiero początek dużej wyliczanki, która ostatecznie zakończyć się może nawet na kwocie 20 milionów złotych. Takie są wstępne szacunki. Sam projekt budowlany kosztuje około 250 tysięcy złotych. Realnie, prace remontowo-budowlane mają rozpocząć się dopiero pod koniec października. Wokół wieży ustawione zostanie rusztowanie, które ma zabezpieczyć kopułę i mury. Później staną dźwigi i budowlańcy będą powoli ściągać wszystkie spalone elementy.

Mimo że od pożaru gorzowskiej katedry minęło już blisko 2.5 miesiąca, wciąż nie są oficjalnie znane przyczyny pożaru. Redakcja portalu gorzowianin.com wielokrotnie kontaktowała się z gorzowską prokuraturą, aby dowiedzieć się czegokolwiek na temat pracy śledczych, biegłych i wreszcie osób bezpośrednio zaangażowanych w prace w świątyni. Jak poinformował Roman Witkowski, rzecznik gorzowskiej prokuratury, wciąż nic nie można oficjalnie powiedzieć, bo śledczy czekają na wyniki ekspertyzy, która została zlecona biegłym ze Szkoły Głównej Pożarnictwa w Warszawie. Eksperci z Warszawy wciąż nie ukończyli pisania dokumentu i wszyscy milczą. Osoba odpowiedzialna za kontakty z mediami ze wspomnianej szkoły odsyła do prokuratury w Gorzowie, a prokuratura w Gorzowie do... biegłych z tej szkoły.

Nieoficjalnie o przyczynach pożaru gorzowskiej katedry mówi się dużo. Wersji jest wiele. Portal gorzowianin.com dotarł do osób, które feralnego dnia były w gorzowskiej świątyni. Podczas porannej mszy świętej, w sobotę 1 lipca z ambony miało paść pytanie o elektryka, który mógłby zająć się projektorem. Od środy miały być z nim problemy. Jak mówi nasz informator, zgłosił się „elektryk z łapanki” i to on naprawiał urządzenie. Swoją pracę miał zakończyć około godziny 12. Wszystko było dobrze do popołudnia, kiedy to zbliżała się godzina wieczornej mszy świętej. Wówczas w świątyni włączono światło. Czy to elektryk "złota rączka" popełnił błąd, czy może wcześniejsze uderzenie pioruna w wieżę katedry mogło spowodować przeciążenie instalacji elektrycznej w budynku?

Jest godzina 17:45. Do kościoła przychodzą wierni. Już wówczas w katedrze słychać było buczenie alarmu. - Słyszałem go przez 5 minut, później się wyłączył i tak było kilka razy. Sygnał był wyraźnie słyszalny, chociaż nie mogłem go zlokalizować – mówi jedna z osób, która uczestniczyła we mszy. Pomimo tego, że system przeciwpożarowy miał działać, msza rozpoczęła się normalnie. - Około 18:20 alarmy wyły bardzo głośno – dodaje wierny z katedry. Zgłoszenie o pożarze świątyni napłynęło telefonicznie około godziny 18:28... Zadzwoniły osoby postronne, które nie uczestniczyły w nabożeństwie i nie były wówczas w katedrze.

Każdy „ważniejszy” budynek w mieście wyposażony jest w system przeciwpożarowy, który zgodnie z przepisami prawa powinien być połączony z Komendą Miejską Państwowej Straży Pożarnej. Gdy coś się dzieje, włączy się „czujka”, sygnał natychmiast przekazywany jest do stanowiska kierowania. Stamtąd, nawet bez potwierdzenia wysyłane są rozkazy do wyjazdu zastępów straży. Dzieje się tak nawet w przypadku, kiedy w hotelu Metalowiec ktoś smaży placki ziemniaczane, a w Tesco ktoś zapali papierosa. Tam systemy działają i tam strażacy przyjeżdżają, nawet gdy nie trzeba. Dlaczego więc sygnał z katedry nie dotarł do gorzowskich strażaków?

Według naszych informacji dotrzeć nie mógł, bo nie było komunikacji pomiędzy komputerem w zakrystii a stanowiskiem kierowania w KM PSP. Dlaczego nie było? Niektórzy twierdzą, że winna temu jest przyroda, a dokładniej piorun, który miał kilka dni wcześniej uderzyć w wieżę katedry. Jest też inna hipoteza. Katedra w Gorzowie z niewiadomych przyczyn nie była podłączona do systemu ostrzegania, a mówiąc dokładniej - miała zostać od niego odłączona. Wcześniej wszystko działało, jednak od bliżej nieokreślonego czasu, łączności pomiędzy KM PSP a gorzowską katedrą nie było. Zapytany o ten wątek, oficer prasowy KM PSP nie mógł niestety udzielić nam informacji o tym, czy sygnał z czujek dotarł do strażaków. - Sprawa wciąż ma charakter śledztwa i do tego czasu wszelkich informacji udziela jedynie rzecznik prasowy prokuratury – mówił Bartłomiej Mądry.

Opinia publiczna domaga się prawdy. Im więcej jest znaków zapytania, tym więcej jest domysłów. Wszystkie te mniej lub bardziej nieoficjalne informacje staraliśmy się zweryfikować. Niestety, w większości instytucji docieramy do tzw. ściany. Jak zapewnia prokuratura, oficjalnie o przyczynach pożaru gorzowskiej katedry będzie można powiedzieć dopiero po 20 września.


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Warta Residence Gorzów Wielkopolski