Sami sobie gotujemy ten los...

18 maja 2017, 23:28, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Lubuskie może rzeczywiście nie jest dla gorzowian szczególnie „sexy”, bo świadomość, że subregion gorzowski, to zaledwie jadna trzecia ludności, a największe miasta regionu znajdują się na Południu, mocno niektórych irytuje. Ale to nie w Zielonej Górze ukuto stwierdzenie „w sam raz”, ale w Gorzowie, zamiast czegoś w rodzaju: chcemy być w czubie.

Konieczność udowadniania, że miastu nad Wartą też się coś należy, i wszystkie te zgniłe kompromisy na rzecz „zrównoważonego rozwoju”, mogą być bolesne. Lubuski Urząd Wojewódzki, choć bez kompetencji i pieniędzy, wydaje się gorzowianom znacznie bliższy, niż Urząd Marszałkowski. Ale alternatywy nie ma, a 20 lat wspólnej koegzystencji Gorzowa i Zielonej Góry, to już dojrzałe małżeństwo i tu kategoria „sexy”, wcale nie musi być priorytetowa. W związku o takim stażu nie powinno się już myśleć o tej jednej „chwili”, ale o przyszłości dla innych. Przyznanie się jednego z małżonków, że nie daje rady, łapie zadyszkę i dostaje arytmii serca, może nie podbuduje jego „ego”, ale może pomóc we wzajemnym zrozumieniu, choć jest mniej „sexy”, niż stawianie na swoim.

Więc postawmy niepopularną tezę: Gorzów jest w przysłowiowej „czarnej dupie”. Ten nasz gorzowski nacjonalizm, którego uosobieniem i ikoną jest obecny wiceprezydent Artur Radziński, osiągnął właśnie swój kres, a jego „arcykapłani” mają powody do wstydu. Pomijam fakt, że za sprawą tego ostatniego, ale również Radosława Sujaka, mocno zdewaluowała się nad Wartą pozycja i prestiż wiceprezydentów. Należy tylko podziwiać Jacka Szymankiewicza, że ze swoim dorobkiem i zaangażowaniem, chce jeszcze żyrować tę wesołą ferajnę pomocników Jacka Wójcickiego.

Panuje obecnie w Ratuszu doraźność, która niektórym zaczęła nawet odpowiadać, choć z interesem miasta nie ma to nic wspólnego. Ujmując sprawę obrazowo: wszystko dzieje się akcyjnie i na tę chwilę, to co było ważne wczoraj, dzisiaj jest już nieaktualne. Jeśli ktoś się zaangażował i coś zrobił, bo miał chęci i tak go nauczono pracy, to jego strata, bo dzisiaj jest już inny plan. Efekty są mizerne, choć ambicją liderów miasta: prezydentów, radnych i ludzi zaangażowanych, powinno być coś więcej, niż tylko remontowanie dróg.

Nie ma znaczenia, ile Ratusz „przemieli” środków w ramach obecnej perspektywy unijnej, jeśli nie jest to odpowiednio przemyślane i zaplanowane pod kątem tego, jaki to będzie miało efekt w przyszłości. Pozyskujemy wolniej i mniej, niż nam się należy, choć to i tak ogromne kwoty, ale efekt zabezpieczenia miasta na przyszłość, nie jest proporcjonalny do ilości wydanych środków.

Probierzem atrakcyjności inwestycyjnej miasta nie jest ilość sprzedanych działek, bo to po prostu dobra lokata na przyszłość, ale zdolność pozyskiwania inwestorów – małych, dużych i średnich. Za czasów obecnej władzy, ten parametr nie ruszył się nawet o milimetr, z pozycji określanej liczebnikiem „zero”. Ciekawostka, bo główni bohaterowie medialnej telenoweli o innowacyjnych inwestycjach w mieście, nabrali wody w usta. Promowana przez prezydenta Wójcickiego i senatora Komarnickiego inwestycja firmy „CUBATEX”, która miała rzekomo w Gorzowie wybudować innowacyjne przedsięwzięcie w formie tzw. chmury internetowej, okazała się „wydmuszką”, a co za tym dalej idzie – wniosek o dofinansowanie tego przedsięwzięcia ze środków LRPO, nie spełnił kryteriów merytorycznych i 4 maja br. został przez Urząd Marszałkowski odrzucony.Znaleźliśmy się w osobliwej sytuacji – pomimo dużych nakładów inwestycyjnych, perspektywy miasta, pisząc oględnie, nie nastrajają optymizmem.

Z innej beczki, choć to temat mocno wyświechtany. Miasta przyszłości powinny postawić na edukację i wcale nie mam tu na myśli fikcji, jaką jest pojęcie „akademickość” Gorzowa w oparciu o Akademię im. Jakuba z Paradyża. Ludziom można robić wodę z mózgów, obiecując nie tylko gruszki na wierzbie, ale nawet orzechy na akacjach w Parku Róż, lecz po jakimś czasie wnet się okaże, że to czysta mrzonka. Przykłady ? To skrajnie niepopularna teza w mieście nad Wartą, ale po cichu mówią o tym wszyscy, a głośno nie powie tego nikt – Akademia im. Jakuba z Paradyża, to w konfrontacji z Wydziałem Zamiejscowym AWF „wydmuszka” i gorzowski „wrzód na du...e”. Kiedy filia poznańskiej uczelni prosi Urząd Marszałkowski o środki na uruchomienie obleganego przez studentów kierunku dietetyki, uczelnia z mnichem w nazwie, żebra pieniądze na mieszkania dla swojej kadry.

To nie koniec wątku edukacyjnego, bo teraz najważniejsze. Wbrew interesowi miasta, wszyscy emocjonują się opóźnieniami remontów dróg, ale tylko niektórzy dostrzegają, że Gorzowowi właśnie oddala się perspektywa uruchomienia Centrum Edukacji Zawodowej. Idea była taka, by stworzyć coś unikalnego na skalę tej części Polski, ale została okrojona do pomysłu przeniesienia starych szkół, do nowych budynków. To smutne, że nad Wartą, nawet najlepsze pomysły, szybki nabiorą sznytu wioskowego. Czyja to wina ? Na pewno nie Zielonej Góry i marszałek Elżbiety Polak, bo sami jesteśmy sobie winni, że mamy wyspy aktywności – wiele cennych inicjatyw obywatelskich – i doliny smuty, które swój początek biorą tam, gdzie energii powinno być więcej, niż gdzie indziej – w Ratuszu...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże